Foteliki samochodowe z osłoną tułowia – czy to naprawdę bezpieczne rozwiązanie?
Foteliki samochodowe z osłoną tułowia – czy to naprawdę bezpieczne rozwiązanie?
Cześć.
Dzisiaj chciałbym poruszyć temat fotelików samochodowych z osłoną tułowia, czyli tych z tak zwaną „fotelik z półką”. W ostatnim czasie pojawia się wokół nich sporo pytań. Jedni twierdzą, że to bardzo bezpieczne rozwiązanie, inni patrzą na nie z dużą rezerwą. Jak zwykle w takich sytuacjach prawda jest trochę bardziej złożona.
Spróbujmy więc spokojnie przejść przez ten temat. Będzie trochę historii, trochę wiedzy z testów zderzeniowych i trochę doświadczenia z codziennej pracy z fotelikami.
Żeby zrozumieć, skąd w ogóle wziął się pomysł osłony tułowia, trzeba cofnąć się do lat siedemdziesiątych. To właśnie wtedy zaczęły powstawać pierwsze konstrukcje tego typu. Do seryjnej sprzedaży weszły w latach osiemdziesiątych i początkowo rozwijały się głównie w Stanach Zjednoczonych.
W Europie również pojawiały się podobne rozwiązania, między innymi w fotelikach marki Römer-Britax. Trzeba jednak zaznaczyć, że równolegle coraz śmielej pojawiały się foteliki tyłem do kierunku jazdy, czyli tzw. RWF. Najlepiej radziły sobie one na rynku skandynawskim, szczególnie w Szwecji.
Dlaczego wtedy osłona tułowia była popularnym rozwiązaniem? Powód jest bardzo prosty i ma związek z tym, jak wyglądały samochody kilkadziesiąt lat temu.
W wielu samochodach na tylnej kanapie montowane były wtedy głównie pasy dwupunktowe, czyli tak zwane pasy biodrowe. Jednocześnie w latach osiemdziesiątych coraz więcej nowych aut zaczęło otrzymywać na skrajnych miejscach pasy trzypunktowe z automatycznym zwijaczem pasa. Nie były one jeszcze tak powszechne jak dziś, a w wielu modelach nadal spotykało się mieszane rozwiązania – na przykład trzypunktowe pasy po bokach i pas biodrowy na środku kanapy.
Foteliki samochodowe musiały więc radzić sobie z tym ograniczeniem konstrukcyjnym samochodów. Często montowało się je wokół siedzenia specjalnymi pasami mocującymi, a dziecko było zabezpieczone właśnie osłoną tułowia przypiętą pasem biodrowym samochodu. W tamtym czasie był to po prostu jeden z pomysłów na rozwiązanie problemu bezpieczeństwa dzieci w samochodzie.
Trzeba też pamiętać, że świadomość rodziców, dostępność fotelików, a nawet samych samochodów była wtedy zupełnie inna niż dziś. Fotelik nie był jeszcze standardowym wyposażeniem każdej rodziny, a wiele rozwiązań dopiero powstawało i było w fazie intensywnego rozwoju.
Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach dziewięćdziesiątych. Wprowadzono znacznie dokładniejsze manekiny testowe i bardziej zaawansowane testy zderzeniowe. Zaczęto analizować różne scenariusze wypadków i okazało się, że w niektórych sytuacjach foteliki z osłoną tułowia nie radzą sobie tak dobrze, jak wcześniej zakładano.
Szczególnie problematyczne okazały się scenariusze takie jak dachowanie czy uderzenia boczne.
W Stanach Zjednoczonych ten proces zaszedł bardzo szybko. Około lat 2000–2005 foteliki z osłoną tułowia praktycznie zniknęły z rynku. Amerykanie postawili na foteliki z pasami pięciopunktowymi i coraz dłuższe przewożenie dzieci tyłem do kierunku jazdy.
Europa poszła trochę inną drogą. Tutaj osłona tułowia pozostała na rynku i przez jakiś czas była nawet mocno promowana przez niektórych producentów. Równolegle coraz więcej pojawiało się fotelików tyłem do kierunku jazdy.
Sama idea działania osłony tułowia jest dość prosta. W foteliku z pasami pięciopunktowymi ciało dziecka jest zatrzymywane przez pasy, natomiast głowa porusza się do przodu. To zjawisko jest szczególnie widoczne przy uderzeniu czołowym.
Dlatego właśnie w sporcie motorowym kierowcy mają kaski i systemy stabilizacji szyi. U dziecka w foteliku czegoś takiego oczywiście nie ma.
Osłona tułowia miała być odpowiedzią na ten problem. Podczas zderzenia dziecko pochyla się do przodu i opiera o osłonę, która rozkłada energię uderzenia na większą powierzchnię ciała. W testach zderzeniowych takie rozwiązanie potrafi bardzo dobrze wypadać przy uderzeniu czołowym.
I tutaj pojawia się bardzo ważna rzecz – różnica między testami a rzeczywistością.
W testach wszystko jest idealne. Manekin jest ustawiony perfekcyjnie, fotelik zamontowany wzorcowo i, jak można zaobserwować na filmach testowych, dziecko doświadcza mniejszych przeciążeń w okolicach szyi i głowy.
Dlatego foteliki z osłoną tułowia mają łatwiejszą drogę do uzyskania wysokich ocen w testach. Testowane są tylko w jednym kierunku jazdy, podczas gdy na przykład foteliki obrotowe testowane są w dwóch kierunkach.
A to zmienia postać rzeczy.
Fotelik obrotowy może mieć bardzo dobre wyniki w jeździe tyłem do kierunku jazdy, a przodem znacznie słabsze. W końcowej ocenie bezpieczeństwa wynik jest więc uśredniany i często wychodzi niżej niż w przypadku fotelika z osłoną tułowia.
Obecnie główną marką, która promuje i inwestuje w foteliki z osłoną tułowia, jest Cybex.
Wracając do systemu pasów pięciopunktowych – działa on trochę inaczej. Jak sama nazwa mówi, mamy pięć punktów podparcia. Pasy przechodzą przez ramiona, biodra i między nogami dziecka, dzięki czemu ciało jest stabilnie utrzymywane w foteliku.
Takie rozwiązanie bardzo dobrze stabilizuje dziecko w sytuacjach takich jak uderzenie boczne, dachowanie czy rotacja pojazdu. Dla wielu dzieci jest też po prostu wygodniejsze. Mają większą swobodę ruchu i lepszy przepływ powietrza, bo nic nie opiera się na brzuchu.
Czy to znaczy, że osłona tułowia jest złym rozwiązaniem?
Szczerze – nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Dlaczego?
Analizując całą historię fotelików z osłoną tułowia i firm, które miały takie rozwiązanie w swojej ofercie, takich jak Cybex, Joie, Kiddy, Concord czy Recaro, widać jedną rzecz. Jedyną marką, która dalej realnie rozwija ten system ochrony, jest dziś Cybex. Reszta firm nie ma już takich fotelików w swojej ofercie.
To pokazuje jedno – że bezpieczniej, prościej i taniej jest przewozić dziecko tyłem do kierunku jazdy. I właśnie dlatego foteliki tyłem do kierunku jazdy, czyli RWF, mają dziś praktycznie wszyscy liczący się producenci.
Dużo pytań mamy ostatnio o Cybex Anoris T2, czyli fotelik z osłoną tułowia i aktywną poduszką powietrzną. I tutaj mam dla Was ciekawostkę – to nie jest pierwszy fotelik z poduszką powietrzną.
Tak, około 2017 roku firma Maxi-Cosi wypuściła na rynek model AxissFix Air i to był pierwszy fotelik samochodowy z wbudowaną poduszką powietrzną.
I teraz można się zastanowić, co się z tym modelem stało, skoro już go nie ma.
Przede wszystkim cena, bo fotelik kosztował około 3 tysięcy złotych już w 2017 roku. A był to też czas, kiedy foteliki tyłem do kierunku jazdy zaczęły być coraz popularniejsze, były nawet kilka razy tańsze i w licznych testach wypadały po prostu bezpieczniej.
Dlatego moja konkluzja jest taka – gdyby foteliki z osłoną tułowia były aż tak bezpieczne, każda firma miałaby takie rozwiązanie i każde dziecko jeździłoby właśnie w takim foteliku.
Jeżeli coś byłoby absolutnie najlepszym rozwiązaniem, to właśnie eksperci używaliby go dla własnych dzieci. Tymczasem w praktyce większość z nich wybiera po prostu foteliki tyłem do kierunku jazdy.
I tego faktu raczej nie da się oszukać.
Dlatego kiedy ktoś pyta mnie, czy foteliki z osłoną tułowia są bezpieczne, odpowiadam zawsze tak samo. To rozwiązanie ma swoje zalety i w testach zderzeniowych potrafi wyglądać bardzo dobrze, ale ma też swoje ograniczenia i jest bardziej wrażliwe na błędy użytkowników.
Dlatego wciąż najbezpieczniejszym rozwiązaniem pozostaje jedno – jak najdłuższe przewożenie dziecka tyłem do kierunku jazdy.
Na koniec pamiętajcie, że jest to moja indywidualna opinia i doświadczenie z pracy z fotelikami.
Pozdrawiam,
Daniel